Oczyszczanie organizmu

moje zdrowie w moich rękach
Home » Archive by category 'dieta'

Kakao zamiast….

April 16th, 2012 Posted in dieta, zdrowy tryb życia

Zamiast czego jak sądzicie? Dowiedziałam się niedawno, że kakao może być świetnym zamiennikiem nie tylko dla kawy, ale i zielonej herbaty. Odkąd to wiem piję je coraz częściej i to z tym większą przyjemnością, że mocny kakaowy napój jest w stanie skutecznie poskromić apetyt na słodycze. Taki napój zawiera znacznie mniej kalorii niż każde ciacho, cukierek czy inne zgubne łakocie. Ba! Taki napój leczy, orzeźwia a nawet poprawia metabolizm. Nie wierzycie? Tak ma być w istocie. Oto co wiemy o kakao:

Skład i właściwości zdrowotne

Kakao pozyskiwane z nasion kakaowca jest bardzo bogate w najrozmaitsze składniki odżywcze. To jeden z produktów o wyjątkowo zróżnicowanym składzie biochemicznym. Dzięki temu można w zasadzie uznać, że kakao dobrze robi na wszystko co miałaby potwierdzać doskonała kondycja przedstawicieli plemienia, którego członkowie praktycznie nie chorują dzięki temu, że wypijają tygodniowo ok. 40 filiżanek kakao. Ale perspektywa prawda? Już w tym momencie, zanim przystąpicie do dalszej lektury możecie sobie przygotować jedną filiżankę. Znajdą się w niej:

  • minerały takie jak wapń, żelazo, fosfor i magnez, które odgrywają kluczową rolę w codziennym funkcjonowaniu współczesnego człowieka a to głównie przez to, że cierpimy na ich permanentne niedobory w diecie,
  • witaminy takie jak A i E (witaminy młodości) oraz witaminy z grupy B niezwykle ważne m.in. dla naszego układu nerwowego, ale też i dla stanu naszej cery (trądzik!),
  • tryptofan, którego głównym dostarczycielem w naszej diecie jest mięso, bo w świecie roślinnym związek ten występuje rzadko i raczej w niewielkich ilościach, w kakao jest go sporo, a ponieważ tryptofan jest prekursorem serotoniny (neuroprzekaźnika odpowiadającego m.in. za nasz nastrój) tym bardziej warto o nim pamiętać,
  • fenyloetyloaminę czyli związek, który zyskał miano czekoladowej amfetaminy. Fenyloetyloamina należy do grupy endorfin i podobnie jak inne endorfiny działa pobudzająco i wzmaga uczucie radosnego podekscytowania. Nic więc dziwnego, że czekolada jak nic innego na świecie poprawia nasz nastrój,
  • epikatechina, katechina i procyjanidyna, które są związkami z grupy flawonoidów, związkami niezwykle ważnymi z punktu widzenia naszego serca. Pozytywny wpływ kakao na serce zauważono już w XVIII wieku, a współczesna nauka to potwierdza. Flawonoidy zawarte w kakao i czekoladzie obniżają ryzyko zachorowania na miażdżycę, rozrzedzają krew zapobiegając powstawaniu zakrzepów oraz rozkurczają mięśnie otaczające tętnice. Wszystko to przyczynia się do usprawnienia krążenia. Dodam jeszcze, że związki te podobnie jak wymienione wyżej witaminy są jednocześnie silnymi przeciwutleniaczami, a po co nam przeciwutleniacze? To pewnie wiecie – zwalczają wolne rodniki stopniowo, wraz z wiekiem, coraz bardziej korodujące nasze ciało. WAŻNE: kupując jakieś produkty czekoladowe lub kakaowe musicie jednak liczyć się z tym, że mogą być one pozbawione flawonoidów, bowiem związki te nadają kakao i czekoladzie charakterystyczną goryczkę. Goryczki tej nie ma w kakao instant dlatego akurat takich produktów radzę unikać,
  • podobnie jak zielona herbata kakao również może obniżać ryzyko wystąpienia próchnicy (epikatechina), ale obniża je oczywiście jedynie wtedy, gdy napoju nie posłodzimy lub gdy zjemy tradycyjną gorzką czekoladę, dodatek cukru niweluje ochronny, przeciwpróchniczy wpływ kakao,
  • kakao zawiera też alkaloidy w postaci kofeiny i teobrominy. Teobromina pobudza pracę nerek podczas gdy kofeina działa stymulująco na układ nerwowy. Niektórzy twierdzą wręcz, że zawartość tych związków sprawia iż kakao (czekolada) działa uzależniająco, ale wpływ ten trudno potwierdzić,
  • zawartość kofeiny, wspomnianej wyżej epikatechiny i kwasów MUFA sprawiają, że czekolada (kakao) ułatwia odchudzanie. Oczywiście efekt ten osiągniemy jedynie wtedy, gdy skupimy się na gorzkiej, dobrej jakościowo czekoladzie i gorzkim, dobrym jakościowo kakao. Ja osobiście wypijam ostatnio bardzo gęste kakao ze śmietanką zamiast mleka (śmietana wydaje się bardziej naturalna) unikając kakao odtłuszczonego bo i takie można już u nas kupić. Filiżanka takiego zawiesistego napoju jest w stanie nie tylko mnie nasycić, ale i lekko pobudzić i ochronić przed napadami wilczego głodu czy obżarstwa. Wróćmy jednak na chwilę do kwasów MUFA – to kwasy tłuszczowe jednonienasycone. Pomagają ponoć spalić tkankę tłuszczową w okolicy brzucha. Z tego względu chyba też warto wypróbować kakao.

Na koniec dodam jeszcze, że dzięki członkom plemienia Kuna z Panamy (to tajemnicze plemię, o którym wspominałam już wcześniej) wiadomo, że kakao może zapobiegać demencji, bo członkowie plemienia Kuna praktycznie na nią nie cierpią. Można więc uznać je również za swego rodzaju eliksir młodości. Kakao uważane jest również za jeden z najsilniejszych naturalnych afrodyzjaków, a jego działanie (tj .korzystny wpływ na potencję) miał doceniać sam Casanova znany ze swoich miłosnych podbojów. Jeśli do tego wszystkiego uświadomimy sobie, że tradycyjnie kakao nazywane jest napojem bogów cóż pozostaje… pić je i pić na zdrowie. Oczywiście kakao dobrej jakości a nie napoje kakaowe, które z prawdziwym napojem bogów mają niewiele lub nic wspólnego.

PS Przy okazji Światowego Dnia Czekolady w sieci pojawiły się publikacje obalające mity nt. czekolady i kakao. Mity te mieli obalać naukowcy. Po wnikliwej lekturze tych tekstów stwierdziłam jedno: naukowcy znowu dali ciała, bo niczego nie wyjaśnili deprecjonując jedynie wartości odżywcze kakao i czekolady i chwaląc je za walory smakowe. Poziom naukowych „dyskusji” w mediach, nawet tych poświęconych nauce, uważam za żenujący.

Cukier na cenzurowanym

February 27th, 2012 Posted in dieta

Każdy kto choć trochę interesuje się zdrowym odżywianiem doskonale wie, że cukier jest niezdrowy i to on, a nie niektóre tłuszcze wciąż jeszcze objęte dietetyczną anatemą, jest głównym sprawcą epidemii otyłości we współczesnym świecie. Logiczne wydaje się więc zniechęcanie ludzi do jedzenia dużych ilości cukru i przekonywanie ich by węglowodany proste zastąpić złożonymi, takimi, które nam nie szkodzą. Zadanie nie jest łatwe, bo jak zapewne doskonale wiecie cukier (słodycze) najzwyczajniej w świecie uzależnia, a ze wszelkich uzależnień bardzo trudno się wyzwolić. Co niektórzy co „mądrzejsi” (cudzysłów użyty specjalnie) eksperci wymyślili więc, że cukier i wyroby cukiernicze należy opodatkować. Ich ceny miałyby więc drastycznie wzrosnąć.
W zasadzie jest mi to obojętne, bo ze słodyczy i tak najbardziej lubię śledzie w oleju (obowiązkowo z dużą ilością cebuli), ale wkurza mnie pomysł na kolejną podatkową ingerencję tego typu. Co rozsądniej myślący ludzie i tak cukier ograniczają do minimum, a ci którzy nie potrafią obyć się bez słodyczy przygotowują je samodzielnie. Może więc lepiej popracować nad uczeniem ludzi zdrowych nawyków zamiast pozwalać z jednej strony na lansowanie niezdrowej żywności (cholerne margaryny od których pewnie jeszcze długo się nie uwolnimy!), z drugiej na wprowadzanie podatków (wpływy z nich i tak są marnotrawione!), z trzeciej na śrubowanie cen żywności zdrowej i doprowadzanie do sytuacji, w której ludzie których nie stać na dobre jakościowo jedzenie muszą dosłownie: zapychać się syfem! Co wrażliwszych czytelników przepraszam za to wyrażenie, ale krew się we mnie burzy na myśl o tym, co już wszyscy ci eksperci od siedmiu boleści wymyślili i co jeszcze wymyślą.

Cukier szkodzi

To już chyba fakt niezaprzeczalny, ja osobiście zachęcałabym jednak do świadomej rezygnacji ze zjadania prostych węglowodanów niż do dawania cichej zgody na wprowadzenie w życie pomysłów „ekspertów”.
Pomijając nawet fakt, iż węglowodany te dostarczają tzw. pustych kalorii czyli w prostej linii prowadzą do tycia, przyczyniają się do powstania poważnych zaburzeń w mechanizmach sterujących naszym organizmem. Zajadanie się słodyczami to najprostszy sposób na upośledzenie wielu procesów życiowych, przekładających się nawet na poważne upośledzenia funkcji wielu narządów. Chcąc żyć dłużej i zdrowiej cukru powinniśmy unikać tym bardziej, że jest wszechobecny (dodaje się go do większości gotowych pokarmów sprzedawanych w naszych sklepach, tak czy inaczej na co dzień zjadamy go naprawdę sporo).
Tym razem swój wywód ograniczam do powyższego. Jeśli interesują was wyniki badań nad cukrem i jego wpływem na zdrowie odsyłam do fachowej literatury. Wiele ciekawostek na ten temat znajdziecie np. na stronie Nowej Debaty, i chociaż nie zawsze zgadzam się z tym, co tam piszą, przyznaję, że większość publikowanych tam tekstów daje do myślenia.

Łyżka dziegciu do czajniczka z herbatą

February 23rd, 2012 Posted in dieta

Nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło i nie ma tego dobrego, co nie mogłoby nam zaszkodzić. Tak jest ze wszystkim, dosłownie. Zielona herbata czy też generalnie herbata jako napój nie zawsze jest tak zdrowa jak przywykliśmy sądzić. Na pewno nie należy przesadzać z jej spożyciem, bo każda przesada jest niezdrowa. W niektórych sytuacjach wręcz należałoby jej unikać. Oto co znalazłam na ten temat:

Herbata nie dla anemików

Dlaczego? W trakcie jednego z badań (tym razem wykazali się amerykańscy uczeni) stwierdzono, iż zawarte w herbacie polifenole (niektóre) blokują wchłanianie żelaza z przewodu pokarmowego. Innymi słowy jeśli cierpimy na niedobory tego pierwiastka, co może przyczynić się do anemii i innych problemów zdrowotnych, spożycie herbaty powinniśmy ograniczyć do minimum, a cierpiąc na anemię powinniśmy wręcz zrezygnować z tego napoju. Tak naprawdę powinniśmy unikać galusanu epigallokatechiny (tak, tego związku który z reguły wykazuje bardzo pozytywny wpływ na nasz organizm) i procyjanidyn (proantocyjanidyn) zawartych w pestkach winogron i w przetworach z tych owoców.

Nie przy chemioterapii

Wspomniany już wyżej galusan epigallokatechiny chwalony jest za prawdopodobne działanie przeciwnowotworowe. Związek ten, a właściwie zielona herbata jako napój, bywa polecany osobom poddawanym chemioterapii ponieważ łagodzi jej skutki uboczne czyli de facto wywoływane przez nią dolegliwości.
Takie wnioski wyciągnięto na podstawie badań na gryzoniach, badań skupionych na galusanie i preparacie o nazwie bortezomib. Okazało się, że galusan wchodzi w reakcję chemiczną z bortezomibem i w ten sposób osłabia jego działanie. Nic dziwnego, że chemioterapia w takich warunkach staje się bardziej znośna.

W nadmiarze osłabia kości

To ważne: w nadmiarze, bowiem jak donoszą Amerykanie wypijanie kilku litrów herbaty dziennie przez długi czas (kilkadziesiąt lat) prowadzi do osłabienia kości i choroby nazywanej fluorozą kośćca. Dzieje się tak dlatego, że czarna herbata zawiera stosunkowo duże ilości fluorków. Z jednej strony może więc w pewnym stopniu chronić zęby, ale z drugiej – jak twierdzą Amerykanie – zagraża kościom. No cóż, naukowcy w tym akurat przypadku wysnuli takie wnioski na podstawie czterech (powtórzę: CZTERECH) przypadków osób z fluorozą kości wypijających (uwaga!) po kilka litrów herbaty dziennie i to na przestrzeni kilkudziesięciu lat. No, ale ostrzeżenie poszło w eter, z herbatą trzeba uważać :-) .

Reumatyzm pod lupą

Od razu zaznaczam, że badania nad wpływem herbaty na ewentualne problemy ze stawami wciąż jeszcze trwają, ale już pojawiają się pierwsze publikacje z których wynika, że spożycie dużych ilości (a niektórzy mówią nawet o każdej ilości! – wg mnie to już zdecydowana przesada) herbaty może przyczyniać się do wzrostu ryzyka zachorowania na reumatoidalne zapalenie stawów, przy czym jako że badania skupiają się na kobietach wynikałoby z nich, że problem dotyczy głównie kobiet. Nie wiadomo dlaczego tak się dzieje i czy gatunek spożywanej herbaty ma znaczenie. Cóż…
coś strzyka mi w kostce czy to znak, że powinnam przestać pić herbatę? Jakąkolwiek? Nie wiem… a co w takim razie z białą herbatą która ma chronić stawy dzięki temu że zapobiega destrukcji elastyny i kolagenu?

Rety. Mam już dość. Może czas przestać przeglądać badania i kierować się już tylko i wyłącznie smakiem :-) .
Co powiecie na filiżankę zielonej herbaty z odrobiną imbiru i miodu?

Każda herbata to cud!

February 18th, 2012 Posted in dieta, suplementy diety

Cud natury oczywiście, ale ponieważ wokół nas aż roi się od takich cudów co bardziej zapalczywym wielbicielom herbacianych napojów radzę by się zanadto nie ekscytowali tytułem tego postu. Kontynuując temat herbaty, chciałam podzielić się z wami kolejnymi ciekawostkami na jej temat, a moje motto na dziś brzmi: każda herbata jest zdrowa, przy czym nie mam na myśli każdego herbacianego produktu (to też powinno być oczywiste). Przeglądając naukowe publikacje na temat herbaty trafiam równie często na wyniki badań nad zieloną herbatą i czarną , czerwona herbata cieszy się nieco mniejszą popularnością, a publikacje na temat białej herbaty należą do rzadkości. Wnioski płynące z większości publikacji są pozytywne nie ma więc przeciwwskazań co do tego by podkreślać przede wszystkim korzyści zdrowotne wynikające z picia tego napoju, chociaż muszę uczciwie przyznać (a raczej podkreślić to po raz kolejny), że wszystkie badania dla potwierdzenia płynących z nich wniosków wymagają kolejnych badań, a to oczywiście potrwa latami (jeśli nie wiekami!). Nikt nie powinien więc spodziewać się wiążących ustaleń naukowych tu i teraz i nawet nie w najbliższej przyszłości.
Przechodząc do rzeczy: oto kolejne wyszukane przeze mnie ciekawostki.

Herbata a osteoporoza

Zaczęło się od tego, że w trakcie badań nad zieloną herbatą naukowcy z Hongkongu stwierdzili, iż wzmacnia ona kości. Zaczęto się zastanawiać, czy to aby na pewno możliwe, a jeśli faktycznie herbata kości wzmacnia to w jaki sposób. Co się okazało? Przeprowadzono badania in vitro polegające na „traktowaniu” hodowli komórek kościotwórczych trzeba związkami wyodrębnionymi z zielonej herbaty. Okazało się, że działanie stymulujące wzrost kości (i zapobiegające ich osłabieniu) ma epigalokatechina, która zwiększając aktywność enzymu kościotwórczego hamowała jednocześnie aktywność komórek kościogubnych. I zagadka została rozwiązana :-) .

Dla zdrowych zębów

Jak twierdzą inni naukowcy (czym razem Japończycy) zielona herbata, ale nie tylko ona, przeciwdziała próchnicy i chorobom dziąseł. Mowa oczywiście o herbacie niesłodzonej. Odpowiedzialne za te zjawisko są zawarte w herbatach katechiny, które mają działanie przeciwbakteryjne i przeciwzapalne. Co ciekawe ryzyko całkowitej utraty zębów spada w tym przypadku nierównomiernie u obu płci, u mężczyzn o 19% a u kobiet o 13%.

Herbaciany eliksir młodości

W poprzednim poście pisałam już, że naukowcy badając długość telomerów (sekwencji DNA) u osób pijących zieloną herbatę regularnie i u ich rówieśników stroniących od tego naparu doszli do wniosku, że picie herbaty sprzyja zachowaniu młodości, w każdym razie zwolennicy herbaty poddani badaniu byli średnio o 5 lat młodsi biologicznie od swoich rówieśników, ale to jeszcze nic, bowiem naukowcy brytyjscy stwierdzili, że to biała herbata jest prawdziwym eliksirem młodości, a pijąc ją najlepiej zabezpieczamy się przed zmarszczkami (i nie tylko). Jakim sposobem?
Biała herbata zawiera związki chroniące kolagen i elastynę (jedne z najważniejszych ludzkich białek) przed rozpadem, a dokładnie przeciwdziała aktywizacji enzymów powodujących ten rozpad. Ma to wpływ nie tylko na wygląd i kondycję skóry, ale też na „jakość naczyń krwionośnych, pracę płuc czy wreszcie funkcjonowanie stawów. Zielona herbata działa podobnie, ale jest nieco słabsza (podobnie jak dzięgiel, granat, róża).

Na stres

Regularne picie czarnej herbaty (wystarczy kubek, a nawet filiżanka dziennie) ma zdaniem naukowców brytyjskich pomagać w radzeniu sobie ze stresem. Badania prowadzono co prawda na stosunkowo niewielkiej grupie mężczyzn (niewiele ponad 70 osób), ale już to dało przesłanki do stwierdzenia, że regularnie wypijana herbata łagodzi stres. Mężczyzn biorących udział w badaniu podzielono na dwie grupy. Jedna grupa piła herbatę druga napój herbatopodobny (o smaku i barwie herbaty). Po sześciu tygodniach mężczyzn poddano szczególnej próbie: kazano im wykonać pewne zadanie w dość krótkim czasie co przyczyniło się do „zestresowania” ich wszystkich. Jednak już po wykonaniu zadania u mężczyzn pijących herbatę bardzo szybko doszło do spadku poziomu kortyzolu (hormonu stresu) podczas gdy u panów pijących substytut herbaty podwyższony poziom kortyzolu utrzymywał się znacznie dłużej.

Wygląda na to, że warto ją pić – herbatę, w każdej postaci.

Może więc pora na filiżankę mocnej czarnej herbaty? A może earl grey? Albo yerba mate? Co Wy na to?

Bezkonkurencyjna zielona herbata cz. II

February 15th, 2012 Posted in dieta

Postanowiłam na moment jeszcze wrócić do tematu zielonej herbaty, bo napój ten, jak żaden inny, wzbudza dość dużo kontrowersji. Zwolennicy zielonej herbaty przypisują jej niemal cudowne właściwości, przeciwnicy negują jej działanie, a osoby, które dopiero ją odkrywają gubią się w plątaninie sprzecznych informacji.
Zdaję sobie sprawę z tego, że wpływ zielonej herbaty na zdrowie trudno ocenić na tyle jednoznacznie, by można było z całą pewnością i autorytarnie stwierdzić, czy to napój zdrowy, niezdrowy bądź też całkowicie dla nas obojętny. Ale właśnie sobie taką herbatę kupiłam, bo sądząc po wynikach prowadzonych badań, dochodzę do wniosku, że może nam ona bardziej pomóc niż zaszkodzić. Myślę też, że błędem jest przypisywanie jej jakichś cudownych właściwości. Jak każdy pokarm i każdy napój zielona herbata w jakimś stopniu stymuluje nasz organizm, a jak i na ile intensywnie? Oto co wynika z badań:

Herbata (nie tylko zielona) spowalnia starzenie

Współczesna nauka potrafi dziś dość dobrze określić wiek biologiczny naszych tkanek. Jest to możliwe dzięki oznaczeniu długości telomerów tj. pewnych szczególnie usytuowanych sekwencji DNA. Szczegółowe wyjaśnienie metody oznaczania wieku biologicznego na tej podstawie znajdziecie np. w Kopalni Wiedzy, ja skupię się na jednym: na efektach picia zielonej (i nie tylko zielonej) herbaty. Zasada jest taka: im dłuższe telomery tym młodsze są tkanki. Naukowcy z Hong Kongu po przebadaniu niemal dwóch tysięcy kobiet i mężczyzn po 65 roku życia stwierdzili na tej podstawie, że osoby pijące sporo herbaty są biologicznie młodsze od swoich rówieśników, średnio o około pięć lat. Wystarczyło wypijanie minimum 750ml herbaty dziennie. Nie określano rodzaju wypijanej herbaty, ale stwierdzono, że to najprawdopodobniej zawarte w herbacie polifenole spowalniają procesy starzenia. Ponieważ to zielona herbata zawiera najwięcej polifenoli to ona wydaje się najbardziej godna polecenia.

Działanie przeciwnowotworowe

Wieść gminna niesie, że zielona herbata ma działanie przeciwnowotworowe – zapobiega mutacjom komórek (działa antymutagennie) i przyczynia się do szybszego wyleczenia nowotworów. To akurat kwestia dość kontrowersyjna, ale mimo to postanowiłam skupić się na kilku pozytywnych przesłankach wynikających ze stale prowadzonych eksperymentów.
Amerykanie, którzy w swoich badaniach skupili się na galusanie epigalokatechiny (występującym właśnie w zielonej herbacie) stwierdzili, że użycie tego związku może wspomóc leczenie białaczki limfatycznej. U niektórych badanych osób stwierdzono wręcz regresję choroby, ale w podsumowaniu badań podkreśla się, że stosowanie zielonej herbaty (a właściwie wspomnianego wyżej galusanu) należy łączyć z innymi metodami leczenia.
Chyba jeszcze ciekawsze jest doniesienie na temat połączonego działania zielonej herbaty i czerwonego wina na raka prostaty. W jednym z badań usiłowano wyjaśnić mechanizm powstrzymywania rozrostu nowotworu pod wpływem tych właśnie napojów. Badanie wykazało, że polifenole zawarte w winie i zielonej herbacie przerywają tzw. ścieżkę sygnałową w komórkach nowotworowych. Badania przeprowadzono oczywiście na gryzoniach z wszczepionymi ludzkimi komórkami nowotworowymi. U tych gryzoni, którym podawano polifenole dochodziło do zmniejszenia ilości komórek rakowych.

W jednym z badań stwierdzono też, że zielona herbata może wzmacniać kości przeciwdziałając osteoporozie, inne badania stwierdzają, że zawarte w niej składniki zmniejszają skuteczność chemioterapii, a jeszcze inne stwierdzają, że: co tam zielona herbata, yerba mate wygrywa z nią w przedbiegach, a biała herbata… o! ta to dopiero ma moc!
O tym wszystkim w kolejnym poście a tymczasem proponuję wypić filiżankę herbaty lub przypomnieć sobie o zielonej herbacie w kapsułkach. Ja jedno i drugie mam pod ręką, a jako że nie sięgam po nie zbyt regularnie zapodam sobie zaraz mega-dawkę :-) na zdrowie.

Źródła: pubmed, kopalniawiedzy.pl

Święta, święta i po świętach

December 28th, 2011 Posted in Diety oczyszczające, dieta, oczyszczanie organizmu

Udało się wam ustrzec przed świątecznym obżarstwem? Ja osobiście trenuję już od paru lat i muszę przyznać, że z roku na rok jest coraz lepiej, ale mimo wszystko całkowicie z objadania się niektórymi smakołykami zrezygnować nie potrafię. Szczególnie w trakcie wieczerzy wigilijnej, którą przygotowujemy bardzo tradycyjnie, a na stole aż roi się od potraw z kapusty (mojej ulubionej), śledzi i smażonych rybek. Do tego dochodzi słodki kompot i kluski z makiem no i problem gotowy. W tym roku udało mi się wyjść obroną ręką dlatego, że nie udzielałam się towarzysko tak jak w latach poprzednich. Święta we własnym domu i jedynie w gronie najbliższej rodziny są zdecydowanie przyjaźniejsze naszym żołądkom. Tak przynajmniej wynika z moich doświadczeń. Mimo wszystko czuję, że i po tych świętach trzeba się trochę oczyścić tj zrobić coś, by odciążyć nieco przepracowany układ trawienny i całe obciążone nieco większą ilością jedzenia ciało.

Co zrobić, czyli poświąteczne oczyszczanie


Znam co najmniej kilka osób, które natychmiast po świętach rozpoczynają kilkudniową głodówkę. Mniej wytrwali wytrzymują na głodzie przynajmniej jeden dzień. To nie jest dobry sposób na przejedzenie. Po kilku dniach niekontrolowanego obżarstwa organizm może wpaść w szok. Dosłownie. Poza tym nie muszę chyba nikomu tłumaczyć jak trudno taką poświąteczną głodówkę przetrwać w warunkach gdy ciało w amoku niemal cały czas dopomina się o jedzenie. Mój sposób na poświąteczne oczyszczanie polega na natychmiastowym powrocie do właściwego modelu żywienia. Im szybciej i sprawniej to zrobię tym mniejsze szkody w organizmie. Jeśli nieopatrznie rozepchałam sobie żołądek (bardzo łatwo do tego doprowadzić) wypijam więcej wody lub oprócz wody piję trochę więcej zielonej albo czerwonej herbaty. Czerwona herbata jest o tyle lepsza, że doskonale uwalnia organizm od nadmiaru nagromadzonej w nim w czasie świąt wody – ja to wręcz odczuwam fizycznie, po obżarstwie autentycznie czuję się spuchnięta.

Jeśli koniecznie chcecie podjąć jakieś bardziej drastyczne kroki radzę przestawić się na jedzenie potraw z warzyw z dodatkiem jakichś białek. Te ostatnie są niezbędne dla podkręcenia metabolizmu, a warzywa wiadomo – są zdrowe i są doskonałym wypełniaczem. Wszystkie resztki po świątecznych pokarmach trzeba skrzętnie pozbierać i, jeśli się da, zamrozić bądź wyrzucić do kosza. Ja osobiście mrożę to co się da, bo wyrzucając jedzenie odczuwam wyrzuty sumienia, a zamrożone potrawy w każdej chwili można wykorzystać w jakiejś kryzysowej sytuacji.

Zdecydowanie odradzam stosowania wszelkich diet polegających na całkowitym bądź znacznym ograniczeniu jedzenia. Jeśli chcecie wspomóc pracę układu trawiennego i poprawić metabolizm po świątecznym lenistwie ćwiczcie, a z suplementów polecam opisany w poprzednim poście ostropest plamisty / sylimarol dla poprawienia pracy i regeneracji wątroby oraz dla poprawienia metabolizmu i oczyszczenia przewodu pokarmowego z zalegających w nim resztek Inner Cleanse, który łagodnie oczyszcza cały organizm. Jeśli wystarczy wam cierpliwości i macie dostęp do dobrych jakościowo warzyw polecam też łatwy w przygotowaniu koktajl oczyszczający. Przez tydzień należy wypijać na śniadanie sok z 2 zmiksowanych pomidorów bez skórki i 1, 5 szklanki soku z selera albo marchwi doprawionych 2 łyżkami świeżej, drobno posiekanej bazylii. Taki miks jest nie tylko zdrowy i smaczny. Ja najczęściej przyrządzam go z marchewki – jakoś lepiej komponuje mi się z pomidorami. Jeśli nie mam pod ręką pomidorów wybieram dobry jakościowo koncentrat pomidorowy. Soków w kartonach nie używam.

Błyskawiczne diety czyli jak schudnąć do Sylwestra

December 27th, 2011 Posted in dieta

Poniższe diety wybrałam spośród nieskończonej ilości propozycji diet z pogranicza głodówek. W zasadzie trudno mi polecić którąkolwiek z nich, bowiem stosujac je zbyt długo można się doprowadzić do wycieńczenia, z drugiej strony w naszej historii zdarzały się i okresy głodu więc osoby, dla których wyznacznikiem sukcesów w odchudzaniu jest spadek wagi (i to jak najszybszy) mogą wypróbować poniższe dietetyczne propozycje, aczkolwiek pamiętajcie – nie można stosować ich długo, a po zakończeniu diet należy przejść natychmiastowo na zdrową i dobrze zbilansowaną dietę. By nie dopuścić do efektu jojo można przez pewien czas, w okresie stabilizacyjnym, stosować dietę wysokobiałkową. Nie można oczywiście zapominać o ćwiczeniach – to nie jest dodatek do diety odchudzającej, to podstawa odchudzania.

Trzydniowa dieta owocowa


Jest dietą monotematyczną i, co najważniejsze, opartą w zasadzie na składnikach zawierających cukry proste, ale mimo wszystko pomaga oczyścić organizm – na pewno pozbędziemy się tego co mamy w jelitach i lekko się odwodnimy, a to z kolei przekłada się na utratę jednego / dwóch kilogramów. Przez dwa trzy dni należy jeść same owoce, najczęściej polecane są jabłka, ale ja jem je zamiennie z mrożonymi jagodami. Jabłka faktycznie warto wybrać, bo o tej porze roku zimowe odmiany są jeszcze niezłe w smaku. Jabłka należy zjadać łącznie ze skórkami.

W trzy dni trzy kilogramy

Druga propozycja jest nieco bardziej urozmaicona, ale jak twierdzą twórcy diety trzeba rygorystycznie przestrzegać pór posiłków i tak o godzinie siódmej (co na to nocne marki?) rano wypijamy zieloną lub czerwoną herbatę, o 9 zjadamy jajo na twardo i wypijamy filiżankę kawy bez dodatków, o 11 zjadamy 10 dkg naturalnego chudego twarogu, o 13 serwujemy obiad w postaci 20 dkg chudego mięsa, o 15 zjadamy 20 dkg owoców, o 17 znowu jajko na twardo tyle że tym razem popijamy je czarną herbatą, a o 19 wypijamy szklankę soku pomidorowego albo szklankę barszczu. Coś wam to przypomina? Mnie dietę kopenhaską. Różnica polega na tym, że te dwugodzinne odstępy pomiędzy posiłkami (a raczej pseudoposiłkami) pozwalają łatwiej na niej przetrwać.

Jedz ryż i chudnij

Dieta ryżowa to kolejny z monotematycznych wynalazków. Ryż należy jeść przez tydzień spożywając niewielkie porcje, ale można robić to dość często. Po tygodniu diety jemy potrawę z 4 łyżek otrąb, 2 łyżek płatków owsianych, siemienia lnianego, kminku i majeranku zalanych gorącym mlekiem i doprawionych nacią pietruszki lub koperkiem. Dłuższego stosowania diety nie polecam. Nie wiem też czemu ma służyć ten ostatni akcent. Ważne: ryż gotujemy bez soli.

Dieta amerykańska

To bardzo rygorystyczny wynalazek z pogranicza głodu, zaleca się w niej wypijanie wieczorem lampki czerwonego wina, ale nie wiem czy przy tak głodowej diecie jest to dobry pomysł. W każdym razie akurat tej diety jeszcze nie zdarzyło mi się stosować i nie wiem jakie mogą być jej konsekwencje. Dieta nie może trwać dłużej niż tydzień, codziennie jemy to samo: o 10-ej filiżanka czarnej kawy i mały trójkącik topionego serka, o 1-2j czas na jajko z pomidorem, o 14-ej jemy jabłko, o 16-ej 20 dkg chudego twarożku z ogórkiem albo z papryką, a o 20-ej wypijamy wspomniane wino. To niespecjalnie rozsądne, ale podobno skuteczne.

W grupie tych diet powinny znaleźć się i dieta 1000kcal i dieta kopenhaska i dieta kapuściana. Wszystkie wymienione wyżej diety mogą być stosowane jedynie przez osoby zdrowe, panie w ciąży i matki karmiące piersią, nastolatkowie i chorzy powinni trzymać się od nich z daleka. Każdą z nich można stosować przez krótki czas, jeśli przesadzimy możemy sobie poważnie zaszkodzić.

W razie problemów z zapanowaniem nad głodem polecam Hoodia Chaser – to wyciąg z Hoodii w kroplach. Działa ekspresowo hamując nadmierne łaknienie.

Oczyszczająca i odchudzająca: czerwona herbata

Jakiś czas temu czerwona herbata biła rekordy popularności wśród osób chcących stracić bez wysiłku parę zbędnych kilogramów. Summa summarum popularność doprowadziła do tego, że większość quasi-wielbicieli herbaty stwierdziło, iż nie ma ona właściwości odchudzających, za to wykazuje silne działanie moczopędne. W ten sposób herbata znalazła zastosowanie w różnego rodzaju kuracjach oczyszczających.
A czy faktycznie oczyszcza? Cóż, skoro stymuluje produkcję moczu należy sądzić, że tak, w końcu sikanie jest jedną z naturalnych dróg oczyszczania. Ream more »

Buraki są dobre na wszystko

Mowa oczywiście o burakach ćwikłowych. Czerwonym złocie, a raczej czerwonym panaceum na nasze cywilizacyjne dolegliwości, co ważne w kontekście tematyki bloga – panaceum o właściwościach oczyszczających.
Stosunkowo niedawno buraki szturmem zdobyły dietetyków i serca osób, które chcą odżywiać się zdrowo i żyć zdrowo bazując na naturalnych skarbach. Takim skarbem okazał się zapomniany burak. Wystarczyło jednak by zainteresowali się nim naukowcy (czegóż oni nie potrafią! z buraków robią prawdziwe medialne gwiazdy!) byśmy na nowo zauważyli to niepozorne, acz niezwykle smaczne i zdrowe warzywo.

Dziś już nauczyliśmy się na nowo, że burak jest warzywem energetyzującym, a dodatkowo doskonale radzi sobie z oczyszczaniem krwi i jelit. Zacznijmy jednak od początku…. Ream more »

Oczyść swój organizm – rozpraw się z zaparciami

Czyż nie jest tak, że wypróżniając się odczuwamy ogromną ulgę? Nie ma się czego wstydzić i czemu zaprzeczać, to całkiem naturalne. Brak wypróżnienia oznacza ociężałość, ból brzucha, wzdęcia i wewnętrzne zatrucia. Regularne wypróżnienia są podstawą dobrego samopoczucia – to oczywiste, a skoro nie wypróżniamy się regularnie … może stąd biorą się wszystkie nasze “fochy” i “muchy w nosie”?
Ze statystyk wynika, że na zaparcia cierpi aż 50% kobiet i około 25% mężczyzn. Osoby te narażone są na wszystkie wymienione wyżej niedogodności, choć zagrożenia wynikające z zaparć są znacznie groźniejsze niż ociężałość czy poczucie “brzusznego” dyskomfortu. Zaparcia to najlepszy sposób na zatrucie organizmu od wewnątrz (resztki i kał zalegające w jelicie ulegają rozkładowi i przenikają do komórek i tkanek innych niż jelita) i jeden z najbardziej niezawodnych sposobów na nabawienie się hemoroidów. Czy ktoś chce mieć hemoroidy? Nie sądzę.

Zaparcia – definicja

Definicja zaparć nie jest niestety zbyt ścisła. O zaparciach mówi się wtedy, gdy do wypróżnień dochodzi rzadziej niż trzy razy w tygodniu. Zdrowe organizmy żyją swoim rytmem i równie dobrze normą może być wypróżnianie trzy razy dziennie jak i oddawanie stolca raz na dzień, czy co drugi dzień. Rzadsze wypróżnienia są już powodem do zmartwień. Szczególnie wtedy gdy stolec jest wydalany z trudem, jest twardy, a po jego oddaniu pojawia się uczucie niepełnego wypróżnienia. Ream more »