Oczyszczanie organizmu

moje zdrowie w moich rękach
Home » Archive by category 'produkty oczyszczające'

Oczyszczanie wątroby cz. I: kwasy tłuszczowe omega 3

Z czym najczęściej kojarzy Wam się oczyszczanie organizmu? Chyba się bardzo nie pomylę sądząc, iż kojarzy się ono przede wszystkim z rygorystycznymi dietami z pogranicza diet głodowych czy wręcz z głodówkami. Tymczasem wcale nie musimy się tak oczyszczać. Wystarczy jeść zdrowo i zjadać poszczególne składniki pokarmowe w odpowiednich proporcjach, by organizm pracował pełną parą i sam, bez większych problemów, się oczyszczał. Co jest kluczem? Sprawność wątroby, a jej wcale nie musimy (ba! nie możemy wręcz) katować rygorystycznymi dietami. Wystarczy, że zapewnimy jej odpowiednią ilość kwasów tłuszczowych omega 3!
W kilku kolejnych postach postaram się w miarę możliwości jak najdokładniej opisać metody oczyszczania wątroby, ale pozwolę sobie zacząć od podstaw tj. profilaktyki dietetycznej czy diety profilaktycznej, a jak wynika z badań kwasy omega 3 odgrywają w tym przypadku rolę szczególną.

Dlaczego wątroba?


Nie wiem czy zwróciliście uwagę na fakt, iż we wszystkich programach oczyszczających bardzo duży nacisk kładzie się na oczyszczanie wątroby i generalnie na jej sprawność. Nic dziwnego – wątroba jest głównym organem odtruwającym organizm. Zjadane przez nas pokarmy i wszystkie dodatki do nich (leki, toksyny, konserwanty) są przetwarzane w szeregu procesów biochemicznych, a czołowym producentem substancji niezbędnych do ich przetworzenia jest wątroba wytwarzająca bardzo ważne enzymy. Dzięki sprawnemu działaniu wątroby wszelkie toksyny są przetwarzane do mniej szkodliwej i łatwiejszej do wydalenia postaci przez przewód pokarmowy lub wraz z moczem.
Wszystko to przebiega pięknie i sprawnie do czasu – do czasu gdy za bardzo nie obciążymy wątroby (np. toksynami zawartymi w pokarmach lub alkoholem), bo wtedy wątroba sama może ulec uszkodzeniu i zaczynają się bardzo poważne problemy zdrowotne.

Dlaczego kwasy tłuszczowe omega 3?

Bo jest ich zbyt mało w naszej diecie, a kwasy te łącznie z innymi kwasami tłuszczowymi (tych innych kwasów zjadamy nieco więcej) odgrywają ogromną rolę w każdej komórce i w każdym procesie biochemicznym zachodzącym w naszym organizmie. Wpływają więc również na wątrobę i produkowane przez nią enzymy, szczegółowo trudno jest to wyjaśnić (należałoby poznać biochemię), toteż dla zobrazowania znaczenia kwasów omega dla nas samych i dla pracy wątroby posłużę się kilkoma naukowymi przykładami (źródła znajdziecie bez większych problemów, nie podaję ich ponieważ publikacje na ten temat bardzo często się duplikują – odsyłam do wikipedii, onetu, pap-u i pubmed’u oraz internetowych wydawnictw poświęconych zdrowiu i medycynie).

Zalecane i faktyczne spożycie kwasów omega 3

Zalecenia lekarzy, dietetyków i agencji zajmujących się zdrowiem publicznym są dość rozbieżne – w zależności od tego, czy jesteśmy zdrowi czy też mamy jakieś problemy zdrowotne powinniśmy według nich spożywać od 500 mg do 2 a nawet 4 gramów kwasów tłuszczowych omega 3 dziennie. Wydaje się, że w przypadku osób zdrowych nawet 1 gram dziennie jest do przyjęcia, chociaż taka dawka zalecana jest raczej w profilaktyce chorób serca u osób, u których już doszło do rozpoznania choroby. W celach leczniczych, jeśli cierpimy na inne dolegliwości, powinniśmy dostosowywać dawki indywidualnie. Profilaktycznie wystarczy zadbać o to, by wspomniane wyżej 500 mg kwasów pojawiało się w naszej diecie regularnie, ale (uwaga!) omega 3 to nie jedyne kwasy, na które powinniśmy zwracać uwagę. Naukowcy zgodnie twierdzą, że nie mniej istotna (a może istotniejsza) jest równowaga pomiędzy spożywanymi kwasami z grupy omega 3 i omega 6.
Mianowicie wszystkie źródła zgodnie twierdzą, że kwasy te należy zjadać w proporcjach 3 do 1 czyli na jedną porcję omega 3 powinny przypadać 3 porcje omega sześć, ale zdecydowana większość Europejczyków (również nas) w odżywianiu zachowuje proporcje 20:1 innymi słowy zjadamy za mało kwasów omega 3 w stosunku do omega 6. Mniej alarmująco wygląda sytuacja w krajach, w których tradycyjną dietą jest tzw. dieta śródziemnomorska – tam proporcje w spożyciu omega 6 i omega 3 są bardzo zbliżone do ideału (stosunek 4,5 : 1).

Kwasy omega 3 a wątroba

Kwasy omega 3 działają na wątrobę oczyszczająco i ochronnie, i to pod wieloma względami, a gdy narząd ten jest chroniony lepiej się regeneruje, oczyszcza etc. Dla zobrazowania działania omega 3 na wątrobę podam dwa przykłady.

Przykład I
Z badań przeprowadzonych przez naukowców z uniwersytetu w Barcelonie dieta bogata w omega 3 zmniejsza stłuszczenie wątroby u zwierząt laboratoryjnych. Dodatkowo osiągnięto efekt poprawienia wrażliwości insulinowej. Badań prowadzonych na ludziach nie znalazłam co prawda, ale od dawna twierdzi się, że omega 3 pomaga w leczeniu otyłości (kwasy są niezbędne w procesie lipolizy).
Przykład II
W czasie zjazdu Amerykańskiego Towarzystwa Badań nad Rakiem ogłoszono, że kwasy omega 3 hamują rozwój komórek nowotworowych w wątrobie. Komórki te pod wpływem działania kwasu DHA i EPA przestały się rozwijać, kwasy omega 6 natomiast (kwas arachidonowy) nie miał na nie żadnego wpływu. Podobnie na kwasy omega 3 zareagowały też komórki nowotworowe w przypadku nowotworu dróg żółciowych.
Wyniki badań są na tyle obiecujące, że pokłada się w nich ogromne nadzieje.

Przy okazji wspomnę jeszcze, że dieta antynowotworowa dr Budwig (dieta bardzo kontrowersyjna, aczkolwiek jak podkreślają jej zwolennicy skuteczna) również opiera się w pewnym stopniu na kwasach omega 3. Zaleca się w niej spore spożycie siemienia lnianego i oleju z lnu, a produkty te zawierają bardzo duże ilości tych kwasów.

Kwasy kwasom nie równe

Optymalnie byłoby odżywiać się pożywieniem bogatym w te kwasy, ale jak wszyscy wiemy z tym bywa bardzo różnie. W ramach profilaktyki czy też wspomagania leczenia i dla lepszej regeneracji wątroby (i jej oczyszczenia) warto sięgnąć po suplementy. Jest ich sporo – przede wszystkim to wszystkie dostępne na rynku trany (w butelkach lub kapsułkach) i oleje z ryb oraz innych żyjątek morskich. Polecam szczególnie >>> olej z rekina (ta ryba nigdy nie zapada na nowotwory) i >>> olej z kryla, który dzięki wyjątkowo dużej zawartości fosfolipidów ma bodaj największą wartość odżywczą (jest wyjątkowo dobrze przyswajalny, a więc i wyjątkowo wydajny).

Zdjęcie przedstawia mikroskopowy obraz ludzkiej wątroby, autor: Reytan, commons.wikimedia.org za http://www.histologia.cm-uj.krakow.pl/index.html

Oczyszczające kadzidła i kadzidełka

November 9th, 2011 Posted in oczyszczanie organizmu, produkty oczyszczające

Znaleźć je można głównie w sklepach sprzedających egzotyczne przedmioty i produkty pochodzące z innych kręgów kulturowych. U nas zwyczaj oczyszczania kadzidełkami i kadzidłami chyba zanikł, bo jakoś rzadko się o nim słyszy, a jeśli już mowa o oczyszczającym okadzaniu zazwyczaj chodzi o okadzanie zastosowaniem wspomnianych już kadzideł egzotycznych bądź kadzidełek dostępnych w sklepach ezoterycznych. Nie mam zamiaru namawiać was do uskuteczniania praktyk ezoterycznych ani jakichkolwiek innych, ale jako że ostatnio trochę się tym interesuję, a i jedna z Czytelniczek pytała o oczyszczanie poprzez spalanie ziółek, chcę was zachęcić do poeksperymentowania z kadzidełkami oczyszczającymi własnej, domowej roboty.

Gotowych kadzideł nie chcę polecać, bo pewnie musiałabym odesłać was na stronę jakiegoś sklepu, a w nim (najprawdopodobniej) w opisie znaleźlibyście liczne odwołania do ezoteryki, czy jakichś duchowych ideologii, a że to mnie osobiście zniechęca (nie mam zamiaru wznosić się na wyższe poziomy, ale chcę wypróbowywać różne sposoby umożliwiające poprawę jakości życia) – wierzę jednak, że nawet jeśli kadzidła nie oczyszczają ciała i umysłu, nie udrażniają jakichś naszych kanałów energetycznych, są na pewno albo mogą być źródłem bardzo pozytywnych bodźców, a to aromaterapia i zdrowie w najczystszej postaci. Skoro tak myślę, że od czasu do czasu i kadzidłom i kadzidełkom warto poświęcić odrobinę uwagi.

Jak zrobić kadzidło?

Na razie opanowałam jedynie podstawy tak więc przedstawiam jeden sposób, sposób na najprostsze kadzidło. Potrzebne będzie jakieś niewielkie, najlepiej żaroodporne, naczynko (można też wykorzystać miseczkę z gliny, kamionki, kamienia – ja używam do tego części kominka zapachowego kupionego już dawno dawno temu), do naczynka tego nasypujemy trochę piasku , następnie odrobinę rozdrobnionego węgla drzewnego i całość przyrzucamy ziołami (dowolnymi – zgodnie z własnymi upodobaniami. Węgiel podpalamy. Całość dość długo będzie się delikatnie tlić. Dla wzmożenia efektu do mieszanki można dorzucić benzoesu vel styraxu (nie mylić z benzoesanem sodu, który jest żywicą używaną do wyrobu kadzideł, ale też często stosuje się ją również w przemyśle perfumeryjnym (kosmetycznym).

Co można spalać dla zdrowia?

Jedni polecają szałwię, inni jałowiec, jeszcze inni miętę. Faktycznie z ziołami można dowolnie eksperymentować i jest to tym łatwiejsze, że większość z nich kupimy w postaci suszu tak więc nie ma porzeby przeprowadzania jakichś szczególnych poszukiwań dla znalezienia surowca do własnoręcznie przygotowywanych kadzideł, ja osobiście polecam przy okazji guggul – kolejną żywicę wykorzystywaną w medycynie ajurwedyjskiej do leczenia chorób skóry, stabilizowania cholesterolu, leczenia stanów zapalnych. Guggul jest też polecany w niedoczynności tarczycy. Ma oczyszczać i udrażniać kanały energetyczne człowieka. Nie wiem czy faktycznie udrażnia, ale na pewno ma bardzo przyjemny słodkawo – orzeźwiający zapach.
Na węgielkach można spalać dosłownie wszystko, warto pokusić się o eksperymenty. Ja osobiście postanowiłam przy najbliższej okazji spalić na węgielkach trochę lubczyku (uwielbiam zapach tej przyprawy), ciekawe jaki efekt zapachowy uzyskam :-) .
A może macie już jakieś doświadczenia z własnoręcznie robionymi kadzidełkami?

Jakie mieszanki zapachowe polecacie?

Oczyszczające jagody Acai

Ostatnimi czasy jagody Acai przeżywają chyba prawdziwy renesans, bo gdzie nie zawędruję w swoich sieciowych wędrówkach spotykam albo ich reklamy, albo rozemocjonowane dyskusje na ich temat. Reklamy rozumiem – każdy producent chce zaistnieć na rynku ze swoim produktem. Jeśli zaś chodzi o emocje – cóż… te wydają mi się nieco nie na miejscu zważywszy na fakt, iż nawet w sieci można znaleźć dość miarodajne informacje o jagodach, a kwestia suplementacji nimi? Suplementacja jest zawsze decyzją indywidualną i jeśli ktoś chce Acai spróbować czemu miałby tego nie robić? A osoby, które z założenia negują działanie wszystkich suplementów nie powinny wypowiadać się na ich temat dopóty, dopóki ich nie wypróbują. Takie jest moje zdanie.
W każdym razie to zdrowy rozsądek powinien być naszym przewodnikiem. Moim jest jeszcze dodatkowo ciekawość. Przyznaję, że nie oparłam się i Acai, bo chociaż latem zajadam się jagodami aronii, borówkami etc. zimą stawiam na suplementację. Mrożonki z tych owoców ciężko u nas dostać, a przetworów sama nie robię (nie mam ich gdzie przechowywać, poza tym wiadomo – musiałabym je faszerować cukrem lub mrozić, a miejsca na zapasy mrożonek brak), natomiast do przetworów dostępnych w sklepach zaufania nie mam. Już wolę owoce kandyzowane, albo w postaci proszku tj. tak jak w przypadku Acai w suplementach. Oczywiście tych ostatnich nie nadużywam. Świeży owoc to zawsze świeży owoc, suplementy traktuję jedynie jako uzupełnienie.


Jeśli chodzi o jagody Acai jest ich na rynku coraz więcej (takie mam wrażenie), przy czym wydaje mi się, że producenci wielu z nich podchodzą do sprzedaży z właściwą producentom większości suplementów niefrasobliwością. Reklamują swoje specyfiki jako niesamowicie skuteczne, zawierające cudowne jagody, zdrowe i w ogóle załatwiające wszystkie nasze problemy z odchudzaniem czy oczyszczaniem organizmu. Ja nie mam nic przeciwko reklamom, ale gdzie nie gdzie brakuje zastrzeżeń, że te produkty są jedynie suplementami i jedynie wspomagają. Jakkolwiek wspomaganie jest pomocne nie zastąpi nigdy całościowych, kompleksowych działań mających na celu poprawę naszego zdrowia. To będę uparcie podkreślać zawsze i wszędzie.
Wróćmy jednak do Acai - ja osobiście wypróbowałam trzy suplementy. Nie używam ich regularnie, bo w każdej suplementacji powinny być przerwy i to nie tylko dlatego, że organizm się rozleniwia, ale zwyczajnie przyzwyczaja się przestając reagować pozytywnie na zawarte w nadużywanych suplementach składniki. I te trzy mogę polecić. Są to: Acai Berry Select, Acai Berry Pure i Acai Flush. Moje wrażenia są najogólniej rzecz biorąc bardzo pozytywne, ale poszczególne suplementy spełniają różne zadania, poniżej moje osobiste odczucia i wrażenia odnośnie ich działania.

Acai Berry Select

W skład tych tabletek (reklamowanych jako odchudzające) wchodzi susz z jagody Acai, wyciąg z zielonej herbaty, kofeina i chrom. Faktycznie sam skład wskazuje na to, że zadaniem suplementu jest wspomaganie odchudzania. Czy to faktycznie działa? Wydaje mi się, że tak, aczkolwiek nie to było moim celem gdy kupowałam ten suplement, było to w czasach, gdy podaż produktów z Acai na rynku była jeszcze stosunkowo niewielka toteż i wybór był okrojony do zaledwie kilku produktów (mówię o produktach znanych producentów, sprzedawanych normalnie a nie przez podejrzane programy partnerskie, vide: casus sprzedaży Acai opisany dość dobrze w komentarzach pod tekstem Acai Berry – owocowe panaceum).
Wydaje mi się, że faktycznie suplement ten poprawia metabolizm, aczkolwiek łaknienia w moim przypadku nie zahamował, bo chrom zupełnie na mnie nie działa. Pamiętam też przypływ energii po suplementacji Acai Berry. Zwróciłabym jedynie uwagę na to, że stosując ten preparat należy wypijać naprawdę duże ilości wody. Minimum 1,5 litra dziennie (osoby dbające o zdrowie raczej nie powinny mieć problemu ;-) ), małymi łykami, wtedy Acai naprawdę rozkręca organizm. Dodam, że jeśli traficie na stronę do której link podałam znajdziecie na niej dokładny skład suplementu. Nieliczni producenci podają aż tak dokładne informacje.

Acai Berry Pure

To Acai w czystej postaci, bez żadnych dodatków i uszlachetniaczy (produkt stworzony z myślą o osobach pozostających na diecie wegetariańskiej). Odchudza i oczyszcza tak jak naturalne owoce, bardzo łagodnie, praktycznie niezauważalnie, ale w tym akurat przypadku można mieć pewność, że połykając kapsułkę dostajemy to, co w Acai najlepsze - czyli wszystkie te składniki, dzięki którym przypisuje się jagodzie cudowne wręcz działanie. Oczywiście na cuda liczyć nie można, ja nie liczyłam, ale w ramach eksperymentowania z suplementami, w ramach uzupełniania niedoborów pokarmowych i w celu przyspieszenia metabolizmu oraz wspomożenia naturalnych procesów oczyszczania organizmu suplement ten, moim zdaniem, warto wypróbować.

Acai Flush

To już specyfik, który testowałam ściśle pod kątem oczyszczającym. Jeśli czytaliście moje wcześniejsze posty pamiętacie pewnie jak to wymądrzałam się na temat zaparć. Wiedza to jedno, ale wcielenie jej w życie to drugie, poza tym organizm mimo wszystko staje czasem okoniem i trzeba wtedy sięgnąć po nieco silniejsze “środki perswazji”. Oprócz wszystkich przeczyszczających ziółek dostępnych w każdej aptece i herbatek dostępnych w niemal każdym supermarkecie postanowiłam podarować sobie odrobinę luksusu w postaci Acai Flush zapewniając sobie: z jednej strony dostęp do wartościowych składników zawartych w Acai, z drugiej do substancji oczyszczających zawartych w Psyllium Husk. Ta roślina (Psyllium) jest w zasadzie stabilizatorem pracy układu trawiennego, bo z jednej strony przeciwdziała biegunkom i wzdęciom, z drugiej – równie dobrze radzi sobie z zaparciami, a na dodatek działa też moczopędnie przy okazji obniżając poziom cholesterolu i wykazując parę innych ciekawych działań.

Reasumując: te trzy produkty mogę polecić, tyle że każdy działa inaczej. Jeśli zależy wam na gruntownych porządkach w organizmie to myślę, że najlepiej nadaje się do tego Acai Flush.

Oczyszczający masaż miodem

Każdy masaż ma działanie oczyszczające, ale masaż wykonany z użyciem miodu działa szczególnie. Wyciąga z tkanek toksyny jak nic innego na świecie. Niestety i miód i masaż jako taki nie mogą być stosowane u każdego.
Nie wiem na ile jest to prawdą, bo trudno znaleźć jakiekolwiek badania w tym temacie, ale moja ostatnia rozmowa z pewnym masażystą skłania mnie ku pozytywnej ocenie takiego masażu. Pozostaje wypróbować jego zalety, gdy to zrobię – doświadczenie opiszę, a teraz kilka słów na temat leczniczego i oczyszczającego działania miodu, bo ze stwierdzeniem, iż jest on specyfikiem wyjątkowo zdrowym raczej trudno polemizować.

Miód

Sam miód jak wiadomo jest produktem pszczelim. Powstaje ze zbieranych przez pszczoły pyłków i zawiera przede wszystkim cukry proste. Jest smaczny i słodki – zbyt dużo miodu jeść nie należy, bo i na tak zdrowym produkcie można utyć (i to sporo). Tym niemniej od czasu do czasu warto wzbogacać o miód swoje menu. Jaki miód? Naturalny, to oczywista, a wybór gatunku powinniśmy uzależnić od tego, z jakiego rodzaju dolegliwościami przyszło nam się borykać i jakie cele chcemy osiągnąć. I tak:

  • miód spadziowy (niestety ten gatunek do masażu się nie nadaje), jako że zawiera dużo biopierwiastków polecany jest osobom chorym na anemię i osobom w okresie rekonwalescencji po przebytych chorobach (różnych) oraz wszystkim tym osobom, które chcą poprawić przemianę materii,
  • miód akacjowy poleca się w przeziębieniach i chorobach przebiegających z gorączką, miód ten poprawia trawienie i kondycję naczyń krwionośnych (drożność), poza tym oczyszcza podobno nerki i drogi moczowe,
  • miód wielokwiatowy i rzepakowy polecane są na serce, wątrobę i poprawę odporności,
  • miód wrzosowy ma wykazywać dobroczynny wpływ na prostatę,
  • miód lipowy, podobnie jak akacjowy, jest idealny na przeziębienia i gorączkę, dodatkowo zaleca się go osobom chorym na choroby układu oddechowego. Podobno miód ten działa też uspokajająco i ułatwia zasypianie.

A teraz przejdźmy do samego masażu zaczynając od przeciwwskazań.

Przeciwwskazania do masażu miodem

Ważne są głównie ogólne przeciwwskazania do wykonywania masaży, choć w przypadku miodu pojawia się jeszcze jeden czynnik – są nim alergie. Osoby uczulone na miód nie powinny poddawać się zabiegom tego typu. Poza tym masaży miodem nie wykonuje się u osób:
- z aktywną chorobą nowotworową,
- z żylakami,
- z otwartymi ranami.
Przy spełnieniu odpowiednich warunków, i w pozycji siedzącej, masaż taki wykonuje się u osób ze schorzeniami serca, nerwicami i stanami lękowymi.
Generalnie obowiązuje nas zasada: zanim zdecydujemy się na taki masaż wykluczmy alergie i korzystajmy z usług wykwalifikowanego masażysty, który dość szybko stwierdzi czy kwalifikujemy się do wykonania masażu czy też nie.

Jak to działa?

Szczerze mówiąc – nie mam pojęcia i, szczerze mówiąc, nie chce mi się szukać naukowych potwierdzeń dla teorii masażystów będących zwolennikami masażu miodem, zresztą i oni nie znają do końca tego mechanizmu. Jedno, co potwierdzają (wypowiedź znanej mi osoby plus opinie internetowe), to fakt, iż miód na skórze każdej poddawanej masażowi osoby zachowuje się zupełnie inaczej. Wygląda to mniej więcej tak: na skórze zdrowych osób, bądź też na zdrowych partiach ciała miód jest po prostu wchłaniany, czy też raczej w trakcie masażu zachowuje się jak… typowy peeling. Gdy natomiast trafimy na miejsca chore bądź masowane są osoby, których organizm jest w znacznym stopniu zanieczyszczony miód zaczyna zachowywać się zupełnie inaczej – tworzy się z niego specyficzna maź, której wygląd (i struktura) uzależnione są od choroby i stopnia oraz rodzaju dominujących w ciele zanieczyszczeń. Jeśli miód nałożony na ciało staje się brudno-szarą mazią najprawdopodobniej mamy do czynienia z aktywnym, nałogowym palaczem, bądź osobą spędzającą większość czasu w bardzo zanieczyszczonym środowisku (mowa również o mieszkaniu).
Maria Wukowska, wielka zwolenniczka ziołolecznictwa i wszelkich terapii naturalnych była podobno w stanie stwierdzić na podstawie reakcji miodu na kontakt z tkankami jaki charakter ma dany pacjent i jakiego rodzaju toksyny oddziałują nań najczęściej. Może to jeden z mitów, ale jak dotąd nikt nie spróbował się z nim rozprawić.
Wygląda na to, że jeśli z miodu tworzy się podejrzana maź organizm tak czy inaczej jest zanieczyszczony. Tworzenie się tej mazi jest natomiast efektem oczyszczania. Czy tak jest w istocie? Nie wiem. Badań nie ma, ale ja w to wierzę tym bardziej, że o leczniczym działaniu miodu przekonałam się niejednokrotnie (lecząc grypy, robiąc peelingi na twarzy czy zwalczając opryszczkę).
Co na pewno mogę polecić z czystym sumieniem?
Ja osobiście zjadam odrobinę miodu na śniadanie, dodaję łyżeczkę miodu gryczanego do płatków owsianych (bądź musli) i funkcjonuję na takim zestawie do lunchu tj. do godziny dwunastej. Gdy zdarzył mi się atak opryszczki (nie notowałam tego zjawiska od lat, od paru lat w ogóle nie choruję i nie przeziębiam się) smarowałam usta miodem. Od czasu do czasu wykorzystuję go jako peeling.
I to w zasadzie wszystko….

Jeszcze kilka uwag

Miód nie jest lekiem na całe zło. Mimo wszystko najważniejsza jest dieta czyli zjadanie dobrze zbilansowanych, zdrowych i różnorodnych posiłków. Miód można wykorzystać jako “wspomagacz” i dodatek do diety. Nie mniej istotne, z mojego punktu widzenia, jest regularne oczyszczanie jelit – funkcjonuję znacznie lepiej od momentu, w którym udało mi się uporać z zaparciami.